Śląsk Wrocław Śląskopedia



T-Mobile Ekstraklasa, 26. kolejka - 4.04.2015, 15:30, widzów: 8149, sędzia: Paweł Gil (Lublin)

ŚLĄSK WROCŁAW - PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA 0:0

ŚLĄSK: Mariusz Pawełek - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Dudu Paraiba, Tom Hateley, Tomasz Hołota, Flavio Paixao, Peter Grajciar (71-Krzysztof Danielewicz), Robert Pich (76-Miloš Lačný), Marco Paixao

PODBESKIDZIE: Richard Zajac - Tomasz Górkiewicz, Pavol Staňo, Bartłomiej Konieczny, Piotr Tomasik, Marek Sokołowski, Adam Deja, Maciej Iwański, Bartosz Śpiączka (71-Róbert Demjan), Damian Chmiel (87-Piotr Malinowski), Maciej Korzym (62-Krzysztof Chrapek). Trener:

pozycja w tabeli: 4


MEDIA O MECZU

Lacny się zagotował, niemoc Śląska trwa (Gazeta Wrocławska, 7.04.2015)

Śląsk Wrocław zremisował z Podbeskidziem Bielsko-Biała u siebie 0:0 i wciąż jest jedyną drużyną bez zwycięstwa w tym roku w ekstraklasie.

W tym roku w Śląsku nic nie może zaskoczyć w jedną całość. Jeśli wrocławianie strzelają w meczu dużo bramek, to błędy popełnia obrona. Gdy grają z tyłu dobrze, to z kolei brakuje skuteczności. Jakieś fatum.

Trzeba uczciwie przyznać, że przez pierwsze dwa kwadranse na stadionie we Wrocławiu działo się w sobotę niewiele. Podbeskidzie wysoko atakowało rywali, przez co Śląsk miał problemy z wyprowadzaniem akcji. Jednocześnie obie jedenastki bardzo czujnie grały w obronie. Efekt - sporo walki, mało składnych akcji i jeszcze mniej strzałów.

Pierwszy godny odnotowania mieliśmy w 32 min. Gospodarze wyszli z dobrą kontrą, w pewnym momencie mieli przewagę czterech na trzech, piłkę dostał Robert Pich, dobrze złamał akcję do środka, ale uderzył wprost w Richarda Zajaca.

Jeśli już ktoś postawiłby nas pod ścianą i musielibyśmy wskazać wyróżniających się piłkarzy na boisku, to w Śląsku postawilibyśmy na Mariusza Pawełka, a w Podbeskidziu na Bartosza Śpiączkę. Bramkarz wrocławian, który wrócił do pierwszego składu po kontuzji, grał bardzo pewnie. Do wszystkich wysokich piłek wychodził bez pomyłki, skutecznie piąstkował i dobrze dyrygował defensywą. Śpiączka był natomiast agresywny i twardo walczył z obrońcami.

Drugą połowę zaczęliśmy od starcia Flavio z Zajacem w polu karnym i musimy przyznać, że cała sytuacja nas zastanowiła. Otóż Portugalczyk przy próbie dojścia do dośrodkowania wpadł na bramkarza i przypadkowo uderzył go w kolano. Ostro wystartował do niego Marek Sokołowski, a potem dołączył do nich Marco i większość graczy Górali. Nie chcemy szukać teorii spiskowych, ale pozostali wrocławianie nie poszli za bliźniakami jak w ogień...

Piłkarze Tadeusza Pawłowskiego na potęgę próbowali dośrodkowań w szesnastkę, ale efektu właściwie nie było. - Dośrodkowania tylko po ziemi, mówiłem to w przerwie. Zwracałem uwagę, ale moi chłopcy za bardzo chcieli wygrać - mówił po spotkaniu trener.

Na 25 min przed końcem meczu nad Stadionem Wrocław pojawiła się... śnieżyca. To pewnie zmroziło nieco znudzonych kibiców (ledwie ponad 8 tys.), ale w porę wróciło słońca, a i gra jakby w końcówce się ożywiła. Przez pewien czas przycisnęło Podbeskidzie, było trochę zamieszania przed bramką Pawełka, ale trudno mówić o realnym zagrożeniu.

Pawłowski w 76 minucie dał wreszcie szansę Milosowi Lacnemu, który to ostatnio głośno się o to upominał, mówiąc wszakże, że Marco Paixao to nie Ibrahimović. Słowak wszedł na boisko naładowany i zmotywowany, ale chyba... za bardzo. Już po trzech minutach dobrze główkował po wrzutce z wolnego, ale prosto w ręce Zajaca. Po chwili trafił w słupek - tym razem dogrywał mu Marco Paixao, by w sumie po 11 minutach gry... wylecieć z boiska za dwie żółte karki. Tak bowiem zaciekle walczył o piłkę, że w ledwie 6 minut dwa razy na połowie przeciwnika w bezmyślny sposób powalił wślizgiem obrońców Podbeskidzi na ziemię. Nawet nie protestował, gdy zobaczył czerwony kartonik. No, zagotowało się w główce...

Remis jest sprawiedliwy, a jeszcze Górale - grając w przewadze - mogli coś strzeli. Wrocławianom pewnie remisu żal.

Słabiej zagrali piłkarz ofensywni - zwłaszcza bracia Paixao, którzy przez cały mecz oddali wspólnie dwa strzały. Tyle co Lacny przez 11 minut, co oczywiście nie broni go, jeśli chodzi o dwie żółte kartki. Jest taka teza, że oni grać razem nie mogą, bo strzelają mniej goli i drużynie nie idzie. Póki co jednak wydają się niezmienialni, bo Lacny wszedł na boisku za szybkiego Picha, a nie za jednego z nich.

Jakub Guder