Śląsk Wrocław Śląskopedia



T-Mobile Ekstraklasa, 19. kolejka - 12.12.2014, 20:45, widzów: 7315, sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

ŚLĄSK WROCŁAW - GKS BEŁCHATÓW 2:1 (0:0)

ŚLĄSK: Mariusz Pawełek - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Lukáš Droppa (90-Mateusz Machaj), Juan Calahorro (46-Kamil Dankowski), Tomasz Hołota, Flavio Paixao, Sebastian Mila, Robert Pich, Marco Paixao (73-Krzysztof Ostrowski)

GKS: Arkadiusz Malarz - Adrian Basta, Paweł Baranowski, Marcin Flis, Alexis Norambuena, Pawieł Komołow (67-Andreja Prokić), Damian Szymański, Grzegorz Baran, Kamil Poźniak (73-Kamil Wacławczyk), Michał Mak (84-Paweł Zięba), Bartosz Ślusarski

pozycja w tabeli: 2


MEDIA O MECZU

Wrócił seryjny zabójca (Przegląd Sportowy, 13.12.2014)

Trener Tadeusz Pawłowski jeszcze niedawno twierdził, że nie nastawia się na grę Marco Paixao w tym roku, a dziś pewnie błogosławi niebiosa, że się jednak zdecydował na posłanie go w bój jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Portugalczyk strzelił swojego pierwszego gola od powrotu po kontuzji.

Ukłony dla Marco

Sześć miesięcy i 12 dni - dokładnie tyle czasu minęło odkąd aktualny kapitan Śląska po raz ostatni pokonał w oficjalnym meczu bramkarza rywali. W ostatniej kolejce poprzedniego sezonu ustrzelił hat trick w Kielcach i od tamtej pory, w wyniku urazu kości, konto się nie powiększało. Wczoraj robił wszystko jak stary, dobry Marco sprzed kontuzji - szukał gry jeden na jednego, starał się przeszkadzać Arkadiuszowi Malarzowi w wyprowadzaniu piłki nogą, a w 61. minucie precyzyjną główką podziękował za dokładną centrę Lukasowi Droppie. Przed meczem Portugalczyk zapowiadał, że nie będzie miał wobec Malarza sentymentów (znają się jeszcze z czasów gry na Cyprze) i dokładnie tak było. Od początku było widać, że ma wielką ochotę na strzelenie gola. Kiedy dopiął swego, gospodarzom grało się już dużo łatwiej.

Trzeba się wzmocnić

Ten mecz, niezależnie od końcowego wyniku, dostarczył jednak kolejnych twardych dowodów, że jeśli Śląsk ma walczyć o puchary, potrzebuje wzmocnień. Wystarczyło, że w środku zabrakło pauzujących za kartki Krzysztofa Danielewicza i Toma Hateleya, by gra wrocławian straciła mnóstwo na jakości. Zawiódł zwłaszcza Juan Calahorro. Kiedy kilka razy wchodził w tej rundzie z ławki, dawał swoją postawą jakąś nadzieję, że z tej mąki może być chleb. Jak wreszcie po raz pierwszy od dawna dostał szansę od pierwszej minuty, wypadł tak, że trenerzy już na drugą połowę woleli go nie wypuszczać.

Tylko że problem Śląska nie polegał tylko na Hiszpanie. Niemal cały zespół gospodarzy był w pierwszej połowie niemrawy. W pierwszej połowie bardziej przypominał Śląsk z czasów późnego Stanislava Levego, a nie energetyczną kapelę „Tediego", która czarowała przez kawał rundy jesiennej. To goście powinni strzelić gola jako pierwsi i ustawić sobie ten mecz, ale w 35. minucie po wyłożeniu piłki przez Bartosza Ślusarskiego, 19-letni Damian Szymański za bardzo się zagrzał i zamiast zdobyć swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie, kropnął tylko w poprzeczkę.

Dudu może mieć problem

Dobrą zmianę w drugiej połowie dał w Śląsku 18-letni Kamil Dankowski. Zluzował na lewej obronie Lukasa Droppę (co dało wysłanie Czecha na naturalną dla niego pozycję w pomocy) i swoją postawą udowodnił, że Dudu, który akurat leczy kontuzję, już za kilkanaście miesięcy naprawdę może mieć problem.

Michał Guz