Śląsk Wrocław Śląskopedia



T-Mobile Ekstraklasa, 7. kolejka - 30.08.2014, 18:00, widzów: 9793, sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

ŚLĄSK WROCŁAW - GÓRNIK ZABRZE 2:0 (1:0)

ŚLĄSK: Mariusz Pawełek - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Tomasz Hołota, Dudu Paraiba, Lukáš Droppa, Krzysztof Danielewicz (79-Tom Hateley), Flavio Paixao, Sebastian Mila, Robert Pich (90-Juan Calahorro), Mateusz Machaj (71-Krzysztof Ostrowski)

GÓRNIK: Pāvels Šteinbors - Dominik Sadzawicki, Adam Danch, Seweryn Gancarczyk (71-Ołeksandr Szeweluchin), Roman Gergel, Dzikamai Gwaze (46-Maciej Mańka), Radosław Sobolewski, Łukasz Madej, Róbert Jež (85-Wojciech Łuczak), Rafał Kosznik, Mateusz Zachara. Trener:

pozycja w tabeli: 5


MEDIA O MECZU

Śląsk Wrocław lepszy od lidera (Gazeta Wrocławska, 1.09.2014)

Piłkarze WKS-u sprawili swoim fanom miłą niespodziankę, pokonując faworyzowanego Górnika Zabrze 2:0. Obie bramki zdobył Flavio Paixao.

Spotkanie nieco odważniej rozpoczęli goście, którzy już w drugiej minucie stworzyli sobie pierwszą dogodną sytuację do zdobycia bramki, ale piłka po indywidualnej akcji Romana Gergela nieznacznie minęła lewy słupek bramki Mariusza Pawełka. Było to pierwsze poważne ostrzeżenie dla gospodarzy.

Po tej sytuacji gra się nieco zaostrzyła. W krótkim odstępie czasu drużyna gości kilkukrotnie przerywała ataki Śląska faulami, co w efekcie poskutkowało żółtą kartką dla Gergela.

Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego starali się prowadzić grę, raz po raz próbując przedostać się szybkimi podaniami pod pole karne zabrzan, którzy w pierwszych 45 min nie potrafili przejąć inicjatywy i ograniczali się do kontrataków.

Piłka przenosiła się spod jednej bramki pod drugą, a kluczowa akcja w pierwszej połowie rozegrana została w 34 min. Wtedy to fantastycznym podaniem za plecy obrońców popisał się Sebastian Mila, a do piłki dopadł Flavio Paixao. Skrzydłowy wrocławian pomknął na bramkę Górnika i precyzyjnym strzałem w długi róg wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.

Od tej chwili Śląsk całkowicie przejął kontrolę nad wydarzeniami na boisku, a podłamani utratą bramki goście nie mieli pomysłu na sforsowanie dobrze spisującej się defensywy WKS-u.

Na drugie 45 min oba zespoły wybiegły bardzo umotywowane i zaprezentowały się zdecydowanie lepiej. Pierwsze 25 min drugiej połowy to prawdziwa reklama ekstraklasy. Kibice aż przecierali oczy ze zdumienia, patrząc, jak oba zespoły co rusz stwarzały sobie dogodne sytuacje do zdobycia bramki. W kluczowych momentach brakowało jednak skuteczności.

Blisko gola na 1:1 był wprowadzony po przerwie Maciej Mańka, ale będąc w narożniku pola karnego, uderzył minimalnie niecelnie. Za to już kilka minut później mogło być nie 2:1, ale nawet 3:1 dla Śląska, gdyż najpierw dogodnej sytuacji nie wykorzystał Paixao, a chwilę później Mila.

W 77 min w polu karnym zielono-biało-czerwonych zapanował prawdziwy chaos, który mógł i powinien zakończyć się bramką dla gości. W sytuacji gdy Rafał Kosznik miał już przed sobą pustą bramkę... nie trafił w piłkę. Dopadł do niej ofiarnie interweniujący Mariusz Pawełek, ale ta, po raz kolejny w odstępie kilku sekund wyślizgnęła mu się z rąk. Na jego szczęście obrońcy Śląska w końcu zdołali ją wybić.

Bramka cały czas wisiała w powietrzu. W 85 min po indywidualnej akcji Flavio piłkę w ostatniej chwili wybił sprzed linii bramkowej jeden z obrońców Górnika. Ostatnie 5 min to huraganowe ataki gości, którzy za wszelką cenę chcieli zdobyć bramkę wyrównującą. Tak otwarta gra skutkowała oczywiście kontratakami Śląska, który w końcu przypieczętował swoje zwycięstwo drugą bramką.

„Górnicy" już szykowali się do kolejnej długiej wrzutki w pole karne WKS-u, ale wtedy gospodarze przejęli piłkę, po czym Mila kapitalnie obsłużył Flavio Paixao. Portugalczyk sam pobiegł z piłką od połowy boiska i ze stoickim spokojem przelobował wychodzącego Steinborsa, czym ostatecznie pozbawił drużynę gości nadziei na choćby remis w tym spotkaniu. Chwilę po tej akcji sędzia Daniel Stefański zakończył zawody.

- Szacunek dla moich zawodników za to, że nie przestraszyli się lidera i zdobyli dwie bramki. Górnik czuje się najlepiej z piłką przy nodze, ale dzisiaj to my prowadziliśmy grę. Udowodniliśmy, że wygrana w ostatniej kolejce w Białymstoku nie była przypadkiem - powiedział po meczu zadowolony trener Tadeusz Pawłowski.

Piotr Janas