Śląsk Wrocław Śląskopedia



T-Mobile Ekstraklasa, 5. kolejka - 17.08.2014, 15:30, widzów: 8151, sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

ŚLĄSK WROCŁAW - KS CRACOVIA 0:0

ŚLĄSK: Mariusz Pawełek - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Tomasz Hołota, Dudu Paraiba, Tom Hateley, Lukáš Droppa (78-Juan Calahorro), Sebastian Mila, Krzysztof Danielewicz (72-Mateusz Machaj), Robert Pich (84-Sebino Plaku), Flavio Paixao

CRACOVIA: Krzysztof Pilarz - Bartosz Rymaniak, Mateusz Żytko, Adam Marciniak, Deleu, Damian Dąbrowski, Miroslav Čovilo (66-Mateusz Cetnarski), Marcin Budziński, Łukasz Zejdler (77-Bartłomiej Dudzic), Dawid Nowak, Deniss Rakels (61-Sebastian Steblecki) . Trener:

pozycja w tabeli: 10


MEDIA O MECZU

Sprawiedliwy remis (Gazeta Wrocławska, 18.08.2014)

Szklanka może być albo do połowy pusta, albo do połowy pełna. Dla trenera Tadeusza Pawłowskiego zawsze jest w połowie pełna. - To był dobry mecz z obu stron, nie zobaczyliśmy Śląska z wyjazdów. Ja bym powiedział, że to był dobry Śląsk, dobry wynik, mamy kolejny punkt i jedziemy dalej - mówił po meczu. No cóż, może w tym optymizmie jest metoda.

Okazało się, że tajemniczym wsparciem w ataku dla Flavio Paixao miał być Krzysztof Danielewicz, który przed weekendem został uprawniony do gry i od razu dostał szansę w pierwszym składzie. Roszadę mieliśmy też na pozycji stopera, gdzie obok Piotra Celebana zagrał Tomasz Hołota, próbowany na tej pozycji jeszcze w przedsezonowych sparingach, a ostatnio na przykład w spotkaniu z Borussią. Rafał Grodzicki nie mógł grać z powodu problemów z małym palcem.

Pierwsza połowa generalnie nie było wielkim widowiskiem, chociaż „momenty" mieliśmy. W 11 minucie świetną okazję miał Łotysz Deniss Rakeis, ale jak struna wyciągnął się Mariusz Pawełek i wybił piłkę na rzut rożny. Po minucie odpowiedział WKS. Świetne podanie Sebastiana Mili (rozgrywał 200. mecz w barwach Śląska i 250 w ekstraklasie) postawiło przed Flavio Paixao tylko Krzysztofa Pilarza. Portugalczyk w niego trafił, ale piłka dalej zmierzała do bramki. W ostatniej chwili wybił ją jednak jeden z obrońców. 20 minut później gospodarzy od utraty bramki ustrzegło spojenie słupka z poprzeczką. Przymierzył Bośniak Miroslav Covilo.

Najwięcej emocji mieliśmy jednak w 39 min. Po strzale jednego z wrocławian piłkę odbił Pilarz, a potem Bartosz Rymaniak, ale... ręką! Gwizdek sędziego Szymona Marciniaka jednak milczał. Trener Tadeusz Pawłowski wpadł w szał. Przyznamy, że nigdy go jeszcze nie widzieliśmy w takim stanie. Najpierw zwymyślał sędziemu bocznemu, a gdy po chwili podbiegł do niego główny; musiał się chyba hamować, by nie wylecieć na trybuny.

- Ciekawe dla mnie jest, co trzeba zrobić, żeby był rzut karny? I co trzeba zrobić przeciwko nam, by był rzut karny? W Bełchatowie dwa z kapelusza, tutaj nie było żadnego... - nie krył - słusznie naszym zdaniem - oburzenia po ostatnim gwizdku szkoleniowiec ekipy z Oporowskiej.

W tej części meczu najwięcej mieliśmy niestety gry między obrońcami lub wymian w środku pola, które kończyły się właściwie prawie zawsze niecelnym ostatnim podaniem. Efekt - tylko po jednym celnym strzale na bramkę obu drużyn.

Druga odsłona - bliźniaczo podobna. Najpierw po skutecznej obronie mieli Pilarz z Pawełkiem, a potem długimi momentami cisza i spokój. Z upływem minut było widać, że może i bardziej na zwycięstwie zależy Śląskowi, ale niewiele z tego wynikało. Trochę przebudził się Robert Pich, ale najpierw chyba jednak za dużo kiwał się w polu karnym, a potem uderzył z zza pola karnego wprost w bramkarza. W 73 min nagle WKS znalazł się w sytuacji trzech na jednego, ale grający za Danielewicza Mateusz Machaj tak rozrzucił Sebastiana Milę, że obrońcy zdążyli wrócić.

Jednak ostatnie słowo należało do „Pasów". W 77 min Marcin Budziński znalazł się przed Pawełkiem, ale posłał uderzenie tuż obok słupka. W 89 min Dawid Nowak zakręcił w szesnastce Tomaszem Hołotą, by ostatecznie uderzyć wysoko nad poprzeczką. Wreszcie w doliczonym czasie gry kapitalną okazję miał Sebastian Steblecki, ale znów świetnie spisał się Pawełek. Uff...

Bezbramkowy remis nie krzywdzi żadnej z ekip. Tym razem jednak było widać jak na dłoni, ile daje wrocławianom Marco Paixao. Z jednej strony był to 10 mecz WKS-u bez porażki na własnym boisku, z drugiej - drugi bez strzelonej bramki.

Jakub Guder