Śląsk Wrocław Śląskopedia



T-Mobile Ekstraklasa, 1. kolejka - 20.07.2014, 18:00, widzów: 10180, sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

ŚLĄSK WROCŁAW - RUCH CHORZÓW 2:0 (1:0)

ŚLĄSK: Wojciech Pawłowski - Paweł Zieliński, Rafał Grodzicki, Mariusz Pawelec, Dudu Paraiba, Lukáš Droppa, Tom Hateley, Tomasz Hołota (90-Mateusz Machaj), Sebastian Mila (65-Piotr Celeban), Robert Pich (87-Krzysztof Ostrowski), Flavio Paixao

RUCH: Krzysztof Kamiński - Martin Konczkowski, Michał Helik, Piotr Stawarczyk, Marek Szyndrowski, Jakub Kowalski, Łukasz Surma, Bartłomiej Babiarz (74-Michał Efir), Filip Starzyński (82-Sebastian Janik), Rołand Gigołajew (59-Kamil Włodyka), Grzegorz Kuświk . Trener:

pozycja w tabeli: 2


MEDIA O MECZU

Śląsk ciągle taki sam (Gazeta Wrocławska, 21.07.2014)

Śląsk Wrocław pokonał na inaugurację sezonu 2014/2015 Ruch Chorzów 2:0. Na szczęście niewiele się zmienił w ciągu lata.

Śląsk Wrocław nie miał ostatnio w zwyczaju wygrywać meczów na inaugurację ekstraklasy. Ostatnio zrobił to w 2009 roku. Potem albo remisy, albo porażki. Pokonał wczoraj Ruch Chorzów, bo był zwyczajnie drużyną lepszą. Chociaż na początku mogło to się potoczyć różnie...

Już po 45 sekundach od pierwszego gwizdka sędziego Marcina Borskiego goście mieli za sobą dwie akcje, które mogły zakończyć się golem. Najpierw Grzegorz Kuświk padł w polu karnym jak rażony piorunem po interwencji wślizgiem Mariusza Pawelca. Był faul? No cóż - „Mario" w piłkę z pewnością nie trafił, powtórki pokazały też jednak, że raczej nie trafił w nogi napastnika rywali chociaż wejście było z impetem. Kuświk trochę w tym wszystkim przyaktorzył i arbiter Borski pomyślał, że chce go nabrać.

Kilka sekund później w poprzeczkę trafił Bartłomiej Babiarz. Generalnie ta pierwsza minuta była gorąca.

Potem jednak Wojciech Pawłowski miał między słupkami niewiele pracy. Musiał głównie wyłapywać dośrodkowania.

WKS wyszedł na prowadzenie w 7 min. Robert Pich strzelał, ale wyszło... kapitalne podanie do Sebastiana Mili, który właśnie wszedł w pole karne. Piłka idealnie nadleciała pod jego lewą nogę i po uderzeniu - z kozłem - wpadła do siatki przy dłuższym słupku.

- Trochę przypadku było w tym moim trafieniu, ale przyznam szczerze, że to nie była wcale tak łatwa piłka, jak mogło się wydawać. Dobrze, że futbolówka leciała mi na lewą nogę i wiedziałem jak ją uderzyć, bo ostatnio poświęciliśmy dużo treningów na takie rozegrania - mówił po meczu Mila, który zaraz po trafieniu pogroził palcem liniowemu, że absolutnie spalonego nie było, bo ten się trochę wahał.

Tempo meczu nie było powalające, ale - parafrazując Piotra Ćwielonga - to nie były warunki do gry w piłkę. Lepiej jednak trudy upalnego popołudnia znosili gospodarze, którzy mieli więcej dogodnych sytuacji. Po fatalnym nieporozumieniu obrońców piłkę w prezencie dostał Mila - uderzył nad poprzeczkę. Flavio po szybkiej kontrze dostał piłkę od Roberta Picha. Obok słupka.

Wreszcie nadeszła 79 min. Pich rozpędził się lewym skrzydłem, zszedł do środka i pięknym uderzeniem przy długim słupku pokonał Krzysztofa Kamińskiego. To była pierwsza bramka Słowaka w barwach Śląska Wrocław.

W tym momencie trener Jan Kocian pogodził się z porażką, bo ściągnął z placu boju swoją dziesiątkę Filipa Starzyńskiego. W perspektywie ma przecież czwartkowy rewanż w Lidze Europy z Vaduz, w którym radzić sobie będzie musiał bez kontuzjowanych Marka Zieńczuka i Marcina Malinowskiego. Obaj wczoraj nie zagrali.

- Posiadanie piłki nie oznacza zwycięstwa. Złymi podaniami, złym rozegraniami daliśmy Śląskowi szanse na strzelenie bramek. Nasze błędy w środku boiska pozwoliły Śląskowi strzelać gole. Mieliśmy szanse na 1:1, nie udało się. Według mnie na początku meczu powinien być rzut karny po faulu na Kuświku - komentował mecz Kocian.

Jak trener Tadeusz Pawłowski poradził sobie z brakiem Marco Paixao? Za ofensywę odpowiadali Pich - Flavio (debiutował w roli kapitana) oraz Mila. Portugalczyk często jednak cofał się po piłkę, próbował rozgrywać i wtedy najbliżej bramki rywali grał Mila. Czasem na prawym skrzydle pojawił się wtedy Tomasz Hołota. W drugiej połowie - gdy na boisku pojawił się Piotr Celeban (niewiele brakowało, by strzelił bramkę) prawoskrzydłowym był Paweł Zieliński. W drugiej linii dobre zawody w defensywie rozegrał Tom Hateley. Lukas Droppa - w pierwszej części słabo, w drugiej już dużo lepiej.

A Marco Paixao przed meczem pojawił się na ławce rezerwowych. Co prawda o kulach, ale jak zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha. No i dobrze. Grunt to pozytywne myślenie. A jeszcze sezon zaczął się od wygranej. Lepiej być nie mogło.

Jakub Guder