Śląsk Wrocław Śląskopedia



T-Mobile Ekstraklasa, 7. kolejka - 14.09.2013, 18:00, widzów: 18761, sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

ŚLĄSK WROCŁAW - LECH POZNAŃ 2:0 (2:0)

ŚLĄSK: Rafał Gikiewicz - Krzysztof Ostrowski (84-Tadeusz Socha), Mariusz Pawelec, Adam Kokoszka, Dudu Paraiba, Dalibor Stevanović, Przemysław Kaźmierczak, Tomasz Hołota, Sebastian Mila, Sebino Plaku (90-Marcin Przybylski), Marco Paixao (90-Jakub Więzik)

LECH: Krzysztof Kotorowski - Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz, Manuel Arboleda, Luis Henríquez, Gergő Lovrencsics (60-Szymon Pawłowski), Łukasz Trałka, Karol Linetty (70-Vojo Ubiparip), Kasper Hämäläinen, Daylon Claasen, Bartosz Ślusarski (82-Łukasz Teodorczyk)

pozycja w tabeli: 5


MEDIA O MECZU

Śląsk wygrywa nawet bez Levego na ławce! (Gazeta Wrocławska, 16.09.2013)

Osłabiony kontuzjami, ale też brakiem ukaranego przez Komisję Ligi Stanislava Levego, Śląsk odniósł drugie ligowe zwycięstwo w tym sezonie. Na własnym stadionie zasłużenie pokonał 2:0 Lecha Poznań i tym samym wskoczył do górnej połówki tabeli, gwarantującej grę w grupie mistrzowskiej.

Śląsk pierwszą groźną sytuacje stworzył sobie po rzucie wolnym w 11 min, którego właściwie nie powinno być. Po akcji WKS-u prawą stroną i zbyt silnym dośrodkowaniu piłka zmierzała na aut po drugiej stronie boiska, ale zawalczyć o nią postanowił Dudu i... zdobył rzut wolny z boku pola karnego. Stały fragment gry wykonywał Sebastian Mila, a po chwili zamieszania w szesnastce minimalnie głową nad poprzeczką uderzył Adam Kokoszka.

Wrocławianie wyszli naprowadzenie w 24min. Z lewej strony boiska Dudu kapitalnie „objechał" Tomasz Kędziorę przy linii bocznej, a potem świetnie dośrodkował na długi słupek. Akcję główką wykończył Tomasz Hołota, który tego dnia był... prawoskrzydłowym. A to przez brak zmienników i kontuzję Sylwestra Patejuka. Jak to mawiają - potrzeba matką wynalazków.

Chwilę później „Kolejorz" powinien wyrównać, ale w ostatniej chwili piłkę spod nóg Bartoszowi Ślusarskiemu wybił Ostrowski.

Im więcej minut upływało na zegarze, tym mieliśmy na boisku większą wymianę ciosów. I to dosłownie. W 34 min żółtą kartkę za faul na Trałce dostał Dudu. Chwilę potem sam oberwał i to - jak wielu od razu twierdziło - na czerwoną kartkę. Wyskakujący w powietrze Kędziora zdzielił Brazylijczyka łokciem, a ten padł na murawę. W kilkanaście sekund piłkarze obu drużyn byli już na miejscu i zaczęły się przepychanki. Kartoniki oprócz obrońcy gości zobaczyli też... obaj bramkarze.

WKS kolejny cios zadał w 41 min. Mila świetnie w środku pola ograł dwóch rywali, podał do Plaku, który ruszył do przodu i obsłużył Marco Paixao. Portugalczyk miał przed sobą Arboledę, ale mimo to oddał strzał między jego nogami, który obok zdezorientowanego Kotorowskiego wpadł do bramki.

Pierwsze 10 min drugiej części gry to huraganowe ataki Lecha. Uderzenie Kaspera Hamalainena obronił Gikiewicz. Minutę później „Giki" przeniósł nad poprzeczką rykoszet odbity od Kaźmierczaka. Dwukrotnie próbował też Dayton Classen, ale minimalnie chybił. Poważny kiks popełnił Adam Kokoszka, ale jeszcze większym błędem popisał się Ślusarski, który zwyczajnie... nie trafił w piłkę.

Gospodarze tymczasem nie forsowali tempa, a i potrafili groźnie odpowiedzieć tak jak w przypadku uderzenia z dystansu Plaku, które z trudem obronił Kotorowski.

Im było bliżej końca, tym wrocławianie grali coraz luźniej, ale też mieli więcej swobody. Zabezpieczali przy tym tyły, zostawiając przy stałych fragmentach trzech lub czterech zawodników.

Przy linii bocznej do walki zagrzewał ich - niczym sam Stanislav Levy - Paweł Barylski, czyniący w sobotę honory pierwszego szkoleniowca. Czech wygraną 2:0 swojej drużyny oglądał z wysokości trybun w towarzystwie m.in. prezesa Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej Andrzeja Padewskiego, dyrektora sportowego WKS-u Krzysztofa Paluszka i Łukasza Becelli, który był łącznikiem między Czechem a ławką rezerwowych. No i może dobrze, że Czech nie siedział tego dnia na ławce, bo kilku decyzji arbitra Marcina Borskiego mógłby nie wytrzymać. Nam było trudno.

Jakub Guder