Śląsk Wrocław Śląskopedia



Liga Europejska, II runda eliminacyjna, 1. mecz - 18.07.2013, 20:45, widzów: 14797, sędzia: Andreas Ekberg (Szwecja)

ŚLĄSK WROCŁAW - RUDAR PLJEVLJA 4:0 (2:0)

ŚLĄSK: Rafał Gikiewicz - Krzysztof Ostrowski, Mariusz Pawelec, Adam Kokoszka, Dudu Paraiba, Dalibor Stevanović (86-Tomasz Hołota), Przemysław Kaźmierczak, Waldemar Sobota, Sebastian Mila, Sylwester Patejuk (69-Sebino Plaku), Marco Paixao (82-Jakub Więzik)

RUDAR: Goran Vukliš - Vojin Jeknić, Dejan Damjanović, Gavrilo Petrović, Dušan Nestorović, Miroje Jovanović, Andrija Kaluđerović (77-Nikola Sekulić), Nedeljko Vlahović, Predrag Brnović, Jovan Šljivančanin (57-Adi Bambur), Nenad Stojanović (84-Edi Rustemović). Trener:


MEDIA O MECZU

Rewanż w Czarnogórze będzie tylko formalnością (Gazeta Wrocławska, 19.07.2013)

Można powiedzieć, że 10 minut potrzebował Śląsk Wrocław, by zapewnić sobie awans do III rundy eliminacji Ligi Europy. Tak, tak, wiemy: dopóki piłka w grze... Trzeba jednak uczciwie przyznać, że gdy WKS prowadził już 2:0, stało się jasne, że inne rozwiązanie niż zwycięstwo u siebie nie jest możliwe. Ostatecznie po wygranej 4:0 w rewanżu nie powinno się wydarzyć nic zaskakującego.

Trener Stanislav Levy raczej nie zwykł był zaskakiwać składem. Tak było i wczoraj. Ważny sygnał dał w bramce. Postawił na Rafała Gikiewicza, chociaż ten z powodu kontuzji nie przepracował na 100 proc. całego okresu przygotowawczego. W sparingach częściej bronił Marian Kelemen, ale Słowak ostatecznie usiadł na ławce rezerwowych. Czy to zatem oznacza, że czeski szkoleniowiec wyraźnie wskazał, kto obecnie jest dla niego numerem jeden między słupkami?

W środku - tak jak przypuszczano - Rafała Grodzickiego zastąpił Mariusz Pawelec. Sebino Plaku, początkowo przymierzany za Piotra Ćwielonga na skrzydle, zaczął mecz w odwodzie. Przegrał rywalizację z będącym w gazie podczas meczów kontrolnych Sylwestrem Patejukiem.

W pierwszej jedenastce zaczęli mecz dwaj nowi zawodnicy: Marco Paixao i Dudu. To oni właśnie dali wrocławianom prowadzenie już w 5. min, chociaż akcję rozpoczął kapitalnym podaniem do Brazylijczyka Sebastian Mila. Potem były piłkarz m.in. Widzewa Łódź dośrodkował wprost na nogę Portugalczyka, a ten z pięciu metrów strzelił swoją pierwszą bramkę dla Śląska w oficjalnym meczu. Słów kilka warto poświęcić Dudu. Wydaje się, że idealnie pasuje do taktyki Levego - jest szybki, niezły technicznie, świetnie dośrodkowuje. Wczoraj czasem trudno było rozróżnić, czy skrzydłowym jest Patejuk, czy właśnie on. Pawelec na tej pozycji nie ma szans, chociaż i tak mu się upiekło, bo wielu po transferze Dudu skazywało go na ławkę.

Po niespełna 10 min było 2:0 właściwie po bliźniaczej akcji, z tym że z drugiej strony boiska. Znów trafił Paixao, a asystę zaliczył Waldemar Sobota, za którego w ostatnich dniach - według „Przeglądu Sportowego" - 400 tys. euro wyłożył beniaminek rosyjskiej ekstraklasy Urał Jekaterynburg. WKS ofertę odrzucił.

Błyskotliwy skrzydłowy Śląska sam też trafił do siatki. W 57. min wyszedł zza obrońców, dostał świetne podanie od Paixao, miał przed sobą tylko bramkarza i wpakował piłkę do siatki. Chwilę wcześniej najlepszą okazję w meczu mieli Czarnogórcy, ale Nedeljko Vlahivić po rzucie rożnym uderzył minimalnie obok słupka.

Prawdę mówiąc, gospodarze już przed przerwą mogli spokojnie strzelić o dwie, trzy bramki więcej. Dalibor Stevanović raz trafił w poprzeczkę, drugim razem wprost w bramkarza, podobnie zresztą jak Patejuk. Śląskowi wychodziło właściwie wszystko, chociaż można się zastanawiać, czy to on grał tak dobrze, czy rywal był aż tak słaby.

Czwartego gola dołożył Sebino Plaku - kolejny debiutant. Potrzebował na to ledwie kilkudziesięciu sekund, bo dosłownie chwilę wcześniej wszedł na boisko. Levy eksplodował z radości - w końcu to jego człowiek, którego chciał ściągnąć już pół roku wcześniej. Razem pracowali wcześniej w Albanii. Filigranowy skrzydłowy mógł trafić jeszcze raz, ale uderzenie głową zatrzymało się na słupku.

Mecz się jeszcze nie skończył, a część osób oznajmiła, że Śląsk wreszcie ma napastnika z prawdziwego zdarzenia. Mowa rzecz jasna o Paixao - dwie bramki i asysta w debiucie musi robić wrażenie. Portugalczykowi się chciało i widać, że piłka przy nodze też mu nie przeszkadza. Osobiście jednak z ocenami byśmy się jeszcze wstrzymali.

Póki co, trener Levy triumfuje. Wszyscy nowi zachwycili, tylko Tomasz Hołota dostał niecałe 10 min, więc popisać się za bardzo nie mógł. Prawda jednak też taka, że rywal był słabiutki.

Jakub Guder