Śląsk Wrocław Śląskopedia



T-Mobile Ekstraklasa, 16. kolejka - 23.02.2013, 15:45, widzów: 14390, sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

ŚLĄSK WROCŁAW - WIDZEW ŁÓDŹ 2:1 (1:1)

ŚLĄSK: Marian Kelemen - Tadeusz Socha, Marcin Kowalczyk, Marek Wasiluk, Amir Spahić, Dalibor Stevanović (83-Rok Elsner), Przemysław Kaźmierczak, Waldemar Sobota, Sebastian Mila, Piotr Ćwielong (90-Sylwester Patejuk), Cristián Omar Díaz (69-Łukasz Gikiewicz)

WIDZEW: Miloš Dragojević - Łukasz Broź, Thomas Phibel, Hachem Abbes, Dino Gavrić (46-Marcin Kaczmarek), Alex Bruno (73-Mehdi Ben Dhifallah), Radosław Bartoszewicz, Krystian Nowak (63-Mariusz Rybicki), Sebastian Dudek, Bartłomiej Pawłowski, Mariusz Stępiński. Trener:

pozycja w tabeli: 5

uwagi: tysięczny mecz Śląska Wrocław w Ekstraklasie


MEDIA O MECZU

Mecz nr 1000 wygrany (Gazeta Wrocławska, 25.02.2013)

Śląsk - ale i sam trener Levy - od początku wzięli sobie do serca, że - co by nie mówić - są nadal aktualnymi mistrzami Polski, a w dodatku grają z Widzewem u siebie. Już personalne decyzje wskazywały, że wrocławianie chcą koniecznie wygrać swój tysięczny mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej.

W środku pola Czech postawił nie na Roka Elsnera, tylko na jego rodaka Dalibora Stevanovicia, który teoretycznie jest zawodnikiem bardziej ofensywnym. Drugą ciekawostką był następca Tomasza Jodłowca, którym okazał się nie Rafał Grodzicki, a Marek Wasiluk.

Trzeba uczciwie przyznać, że spotkanie przynajmniej przez pierwsze pół godziny było widowiskiem toczonym w niezłym tempie. Atakować starali się gospodarze, ale musieli uważać na groźne kontry Widzewa.

To łodzianie właśnie stworzyli pierwszą niebezpieczną akcję po stałym fragmencie gry. W 8 min przy rzucie rożnym Marian Kelemen wyszedł przed linię bramkową i za krótko piąstkował piłkę. Jeden z przyjezdnych uderzeniem głową chciał Słowaka przelobować. Trafił w poprzeczkę. Co się odwlecze - to nie uciecze. Ekipa Radosława Mroczkowskiego niespodziewanie wyszła na prowadzenie w 11 min. Kapitalne podanie po przekątnej między obrońcami dostał od Łukasza Brozia Bartłomiej Pawłowski, wyszedł sam na sam z golkiperem i nie miał problemów, by go pokonać.

Wrocławianie szybko odpowiedzieli akcją, po której szansę miał Waldemar Sobota, ale zanim uderzył między puste już słupki, wrócili defensorzy. Chwilę potem było 1:1. Rzut rożny wykonywał Sebastian Mila, a piłkę do bramki z najbliższej odległości wepchnął Wasiluk, który dobijał uderzenie Marcina Kowalczyka.

WKS ruszył za ciosem. Piotr Ćwielong i Waldemar Sobota szaleli na skrzydłach, ale gdy dogrywali piłki do środka, zazwyczaj brakowało kilku centymetrów, by któryś z ich kolegów doszedł do okazji strzeleckiej. Dwukrotnie świetnie - mimo asysty obrońcy - uderzał Cristian Diaz, ale bardzo dobrze spisywał się Milos Dragojević.

W 55 min prowadzenie gospodarzom powinien dać Stevanović, ale (który to raz?) nie trafił nawet w światło bramki. Śląsk cały czas przeważał, jednak na grząskiej, piaszczystej murawie ofensywne akcje konstruowało się trudno. Czasem zwyczajnie brakowało dokładności.

Wrocławianie wyszli na prowadzenie w 8o min. Ruszyli z szybką kontrą, którą wykończył Waldemar Sobota. Cieszyli się wszyscy, tylko nie Łukasz Gikiewicz, błąkający się gdzieś po drugiej stronie boiska.

Po chwili powinno być 2:2, bo Widzewiacy tym razem trafili w słupek. WKS mógł oszczędzić sobie nerwów, ale najpierw „Giki" w sytuacji sam na sam posłał piłkę minimalnie obok słupka, a po chwili taki sam efekt miał strzał z dystansu Roka Elsnera. W obu przypadkach brakowało centymetrów. Na dodatek kilkadziesiąt sekund później prosto w bramkarza trafił Sylwester Patejuk. Widzew na szczęście już nie wyrównał, bo wrocławianie mogliby pluć sobie w brodę.

Cały mecz w barwach gości rozegrał Sebastian Dudek, który przed pierwszym gwizdkiem od działaczy Śląska dostał pamiątkową koszulkę z numerem 177. Właśnie tyle spotkań rozegrał w trykocie WKS-u.

Jakub Guder