Śląsk Wrocław Śląskopedia



Ekstraklasa, 17. kolejka - 4.03.2011, 17:45, widzów: 7600, sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

ŚLĄSK WROCŁAW - KS CRACOVIA 0:0

ŚLĄSK: Marian Kelemen - Tadeusz Socha, Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Amir Spahić, Waldemar Sobota, Dariusz Sztylka, Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Piotr Ćwielong (72-Łukasz Madej), Łukasz Gikiewicz (72-Remigiusz Jezierski)

CRACOVIA: Wojciech Kaczmarek - Marian Jarabica, Łukasz Nawotczyński, Vule Triunović (20-Bojan Puzigaća), Andraż Struna - Saidi Ntibazonkiza, Mateusz Klich, Arkadiusz Radomski, Piotr Giza (61-Matuesz Bartczak), Allexandru Suvorov (80-Marcin Krzywicki) - Bartłomiej Dudzic . Trener:

pozycja w tabeli: 11


MEDIA O MECZU

Kaczmar zatrzymał Śląsk (Polska-Gazeta Wrocławska, 5.03.2011)

Dla obu zespołów piątkowy mecz miał ogromne znaczenie. Cracovia, aby marzenia o utrzymaniu w ekstraklasie nie stały się jeszcze bardziej iluzoryczne, nie mogła we Wrocławiu przegrać. Śląsk natomiast miał świadomość, że w następnych dwóch spotkaniach zmierzy się na wyjeździe z zespołami walczącymi o mistrzostwo Polski i o punkty będzie niezmiernie trudno. Obie drużyny powinny być więc zdeterminowane i nastawione na ofensywę.

Prawdopodobnie właśnie myśl, że może to być pojedynek rzutujący na całą wiosnę, sprawiła, że oba zespoły zaczęły bardzo ostrożnie. Zwłaszcza tyczyło się to gości, którzy całym zespołem wyczekiwali na własnej połowie, co zrobi Śląsk. Wrocławianie zaczęli obiecująco, bo już w pierwszej minucie groźnie strzelał Piotr Ćwielong, ale na kolejne groźne akcje trzeba było czekać.

Tradycyjnie już groźne w wykonaniu wrocławian były stałe fragmenty gry. Tym razem Sebastian Mila nie dośrodkowywał tak precyzyjnie, jak to miało miejsce w jesiennych meczach, ale niepewne interwencje defensorów gości sprawiały, że Wojciech Kaczmarek kilka razy był wystawiany na ciężką próbę. Tak było w 20 min, kiedy do wybitej przed pole karne piłki dopadł Waldemar Sobota i od razu uderzył na bramkę. Wydawało się, że futbolówka wpadnie do siatki, ale dwumetrowy Kaczmarek jakimś cudem ją odbił, a dobitka Mili z kilku metrów minęła bramkę.

Później groźnie strzelali jeszcze Przemysław Kaźmierczak, Mila i Sobota, ale brakowało precyzji. Kaczmarek nie musiał w ogóle interweniować. Zwłaszcza szkoda było sytuacji tuż przed przerwą, kiedy po zgraniu piłki przez Łukasza Gikiewicza Kaźmierczak chybił z kilku metrów.

Cracovia w pierwszej połowie praktycznie ani razu nie zagroziła bramce Śląska. Jeżeli to miał być zdeterminowany zespół, to widocznie określenie "zdeterminowany" mocno się już zużyło. Pasy nie miały w ogóle pomysłu na grę. Krakowianie starali się grać długie piłki do szybkiego Saida Ntibazonkizy, ale bez wsparcia w pojedynkach z obrońcami Śląska był bez szans.

Najwięcej emocji do przerwy wzbudziły jednak decyzje arbitra. Piłkarze Oresta Lenczyka dwa razy domagali się rzutu karnego, ale Marcin Borski nie reagował. Najbardziej dyskusyjna była sytuacja już w doliczonym czasie, kiedy w polu karnym padł Gikiewicz. Arbiter nakazał grać dalej, a chwilę później zakończył pierwszą połowę. W tym momencie w jego kierunku rzuciło się z pretensjami kilku graczy Śląska, a na trybunach zabrzmiały gwizdy kibiców.

Druga część spotkania wyglądała podobnie jak pierwsza. Z tą może różnicą, że Cracovia zaczęła nieco odważniej i liczniej atakować bramkę Śląska. Nadal jednak niewiele z tego wynikało. Wrocławianie za to się nie zmienili - atakowali, mieli sytuacje, ale niesamowicie pudłowali lub skutecznie interweniował Kaczmarek.

W 63 min serca wrocławskich fanów zamarły. Najpierw sędzia odgwizdał kontrowersyjny rzut wolny dla Cracovii. Do piłki podszedł Alexandru Suvorov. Uderzył technicznie nad murem i wydawało się, że piłka wpadnie do siatki, ale o centymetry minęła słupek.

Im bliżej było końca spotkania, tym Cracovia grała bardziej zachowawczo, nastawiając się na obronę remisu. I nie pomagały nawet nawoływania trenera Jurija Szatałowa do zaatakowania i podejścia odważniej do przodu. Goście w szóstkę zostawali pod własnym polem karnym i Śląskowi ciężko było przebić się przez taką zaporę.

Najbliżej szczęścia wrocławianie byli w doliczonym czasie gry. Z pięciu metrów na bramkę gości uderzał Piotr Celeban, ale kapitalną paradą popisał się Kaczmarek. To jemu Pasy zawdzięczają, że wywiozły z Wrocławia punkt.

Mariusz Wiśniewski